20
najgorzej jest, kiedy nie ma dokąd uciec.
jadę do domu i chcę wyjść po pięciu minutach, bo jazgot starych doprowadza mnie na skraj rozpaczy.
wracam do mieszkania, w którym jest spokój, ale nuda tak straszna, że chcę wyskoczyć przez okno.
idę na uczelnię i śpię na zajęciach, z głową na rękach. ewentualnie siadam w ostatnim rzędzie na wykładzie i obżeram się sałatkami.
egzystuję w trzech rzeczywistościach, z których żadna nie przynosi mi satysfakcji. i co ja mam kurwa zrobić?
19
Jakie było moje pierwsze w życiu kolokwium? Jak impreza u Warhola: jedno wielkie rżnięcie :)
P.S. Zdałam na 4.
15
Seksu: zero.
Wielbicieli: dziesięciu.
Propozycji seksualnych: jedna bezpośrednia, niezliczone pośrednie.
Sensów życia: dwa.
Straconych przyjaciół: trzech.
Ilość obiektów obsesyjnego uczucia: dwa.
Odwiedzonych krajów: dwa(Czechy, Turcja).
Pobytów w kościele: jeden, pod przymusem.
Widziane osoby publiczne, gwiazdy: Joasia Jabłczyńska(trzy razy), Marcin Prokop i ta gruba baba, prowadząca z nim programy, Agnieszka Warchulska, Rafał Maserak, Alicja Tysiąc z dzieckiem, którego nie pozwolili jej usunąć, Artur Zawisza, łysol w okularach ze Szkła Kontaktowego(dwa razy), Rafał Ziemkiewicz, Rita Gombrowicz, Jacek Dehnel. No i oczywiście ja :)
Kłótni z rodziną: gdzie tu jest odwrócona ósemka?
Zagrożeń życia: jedno.
Słaby był ten rok, ani razu nie miałam głowy w kiblu, poza tym biust mi się nie powiększył, nos nie zmniejszył, a nogi nie wydłużyły. Ciekawe, czy mnie chociaż na studiach zostawią…
4
przyjaciele którym zależy jedynie na tym żeby mnie wyruchać
i ci męscy i ci damscy
cóż za oferta
a przecież mogę robić tyle rzeczy
sprzedawać kebaby na krakowskim
ustawiać puchy z groszkiem w tesco
dawać dupy za perfumy szpilki bluzki
pierdolę studia
chcę willi nad morzem śródziemnym
i niewolnika chłodzącego mnie wachlarzem
dymało mnie dzisiaj czterej murzynów
a potem odcięłam sobie nogi i je zjadłam
w bułce z bananem
wywaliłam adres z grona. ichuj.
3
Studiując na wygrywającym we wszystkich rankingach uniwersytecie można zauważyć zjawisko, które ja osobiście nazywam przeintelektualizowaniem. W barze siedzą ci tacy nad bigosem albo schabowym z ziemniakami i pieprzą. O Banku Światowym, problemie dziecięcej prostytucji w Tajlandii, starożytnej filozofii. Gdyby nie jedli, pewnie trzymaliby prawe ręce pod stołem i, podnieceni własnym intelektem, trzepaliby z lubością konia.
To takie nienaturalne. Czy oni naprawdę mają ochotę rozprawiać o platonizmie nad talerzem pomidorowej? Nie mogą porozmawiać o dupach, kto odpadł z Tańca z gwiazdami i co się wydarzyło w ostatnim odcinku Desperate Housewives? Kogo kurwa obchodzi Arystoteles? Moja rodzina zawsze miała jeden temat do obgadania przy obiedzie: jestem chujowa, niczego nie osiągnę, gdzie idziesz, o, obraziła się. I nie ma chuja we wsi.