24

Tyle się teraz mówi o kulcie młodości. Że nie ma starych ludzi w telewizji, że każdy za wszelką cenę chce się pozbyć zmarszczek i przebarwień. Że kiedyś tak nie było i nasze czasy można sobie w dupę wsadzić. A ja mówię: nasze czasy odarły tylko starość z narosłego wokół niej romantycznego mitu. Nikt już nie udaje, że to okres radości i pogodzenia się z życiem. Starość to samotność, ból i opuszczenie. A przede wszystkim, starość to bliska śmierć.

Mam dziewiętnaście lat. Moja twarz jest gładka jak powierzchnia lustra, nic mnie nie boli, mam wszystkie zęby(choć w zeszłym roku omal nie straciłam czterech przednich), kontroluję własne organy wewnętrzne, mogę w każdej chwili wstać i pójść do kuchni po szklankę wody. W dodatku sikam na religię, bo mam jeszcze mnóstwo czasu, żeby porzucić mój jałowy hedonizm, nałożyć włosiennicę i pójść na kolanach do Watykanu. Mam duże, ciemnoniebieskie oczy w zestawie z długimi, czarnymi rzęsami.

Starość odbierze mi wszystko.

Moje oczy zmniejszą się do rozmiarów pistacji. Bez pomocy innych nie dojdę nawet do drugiego pokoju. Zamiast w ustach, będę trzymać własne zęby w pierdolonej szklance. To takie upadlające. Jak będę żyć, nie mogąc już udawać, że nie umrę?

Zapamiętajcie sobie: nie ma w życiu nic ponad młodość. Ten stary pederasta Oscar Wilde miał rację. Starość odbiera ludziom godność. Nie ma większego poniżenia. Po prostu nie ma.


10

Postanowiłam nakręcić film. Obmyśliłam już wszystko.

Bohaterem będzie oczywiście lewicujący gej, arabskiego pochodzenia. Jego najlepszymi przyjaciółmi będą:

- uwolniona od męskiego ucisku stara panna(gruba, ale szczęśliwa), segregująca odpady

- wesoły socjalista. Biedny, bo przecież pieniądze śmierdzą, a wszyscy kapitaliści to krwiopijcy. Czarny, ateista, nienawidzący ludzi wierzących, bo to fanatycy i odgryzają małym dzieciom głowy. Religia to opium dla mas, będzie mawiał.

Do ich wesołej kompanii będą należeć jeszcze: lesbijka, samotna matka i inwalida bez nogi.

Akcja będzie się dziać gdzieś na stepach Afryki. W fabułę wplotę aborcję i marsz w imię wolnej Palestyny. Bohaterowie będą rozprawiać o globalnym ociepleniu, dziurze ozonowej i podnoszeniu się poziomu oceanów. Koniec będzie tak bezsensowny, że wszyscy zachwycą się nowatorstwem pomysłu i artyzmem sceny. Krytycy będą zabijać tasakami tych, którzy odważą się pisnąć słówko negujące mój geniusz.

Mój hiperultramegakosmicznie poprawny politycznie film szturmem zdobędzie wszystkie festiwale, aż w końcu przyznają mi Oscara. Na ceremonię przyjdę we własnoręcznie uszytym ponczo i sukience z firanki. Ach, jaka oryginalna, powiedzą. Odrzuciła patriarchalne wyobrażenie kobiety, każące jej być ładną i golić nogi. Za nagrodę podziękuję mamie, która urodziła mnie metodą in vitro(nie potrzebowała mężczyzny do szczęścia). Następnego dnia będe oskarżać Oscary o rasizm i szowinizm. Przejdę do historii kina, a moje zdjęcie będzie wisieć w domu każdego słusznego, jeżdzącego rowerem zamiast samochodem, obywatela.