28

Ostrzegam, że jestem dzisiaj ostro wkurwiona. Założyli mi aparat ortodontyczny na dolną szczękę i tak bolą mnie zęby, że mam ochotę uciąć sobie głowę. Wszystko wkurwia mnie dziś podwójnie. Ale najbardziej wkurwił mnie dzisiaj Fakt z rzekomym Big Brotherem intelektualistów. Takiego steku bzdur dawno nie czytałam. No, to zaczynam.

Bzdura numer jeden: Gretkowska zdeklarowaną feministką.

Żeby nie było: nie jestem wielką fanką Pani Manueli. Wkurwia mnie to, że się nie czesze i występuje w telewizji z rozczochranymi kudłami. Ale nazywanie jej feministką to błąd merytoryczny. Poniżej fragment Europejki.

“Czytam Diabła na wolności Eriki Jong, autorki tak skwapliwie polecanej przez feminizujące pisemka. Biedna Jong, w swoim czasie też dostała od femisi, “sióstr” (Piotr* nazywa je “siostrami miłosierdzia”) o mentalności przedszkolanek. Bo co z nimi będzie, gdy przestaną pouczać i straszyć, a kobiety dorosną i rozbiegną się na wolność, do seksu, mężczyzn.

Próbowałam być z femisiami, serio. Pierwszy raz, gdy “Wysokie Obcasy” zainteresowały się wydrukiem kawałków mojej Polki. Uznałam ich prośby za naturalne - napisałam pierwszy w Polsce dziennik ciąży. Ale ze współpracy nic nie wyszło. Nagle straciły zainteresowanie i do dziś nie wiem dlaczego. Nie znamy końca książki, więc nie możemy jej naszym czytelniczkom polecać - to tłumaczenie uznałam za absurdalne. Jak niby się miała moja książka skończyć: psychozą poporodową i dzieciobójstwem?(…) Innej ze znanych femiś pogratulowałam w spontanie znakomitej książki. Pomyślałby kto - wstęp do interesującej znajomości. Ale rozmowa zeszła na Kanta i słyszę, że on bee, jego myśl paskudnie patriarchalna, ponieważ żył w czasach dominacji mężczyzn, więc jego myślenie było skrzywione. Ciarki mnie przeszły. Kłócić się nie chcę ani przytakiwać - kontakt niemożliwy wszędzie tam, gdzie zdrowy, krytyczny rozum zaślepia fanatyczna ideologia. [...] Cóż, bycie kobietą nie jest żadną odwagą, to przymus, przed którym nie da się wybronić. Tylko dlaczego polski feminizm zamienia się najczęściej w eufemizm? Bez prawdziwych słów i prawdy. Słynne siostrzane uczucia femisi w stosunku do mnie okazywały się najczęściej morderczymi instynktami. Już słyszę głos feministycznych prymusek wrzeszczących mi nad uchem: Te należą do nas, te nie i my wiemy wszystko lepiej! To sobie wiedzcie i odpierdolmy się od siebie, bo wyglądamy na zassane waginami.”

Poza tym Gretkowska chodzi co Niedziela do kościoła i regularnie się spowiada.Czy to jest lewicowa feministka, do kurwy nędzy?

Bzdura numer dwa: występ Ziemkiewicza.

Komu przyszło do głowy, że poważny publicysta wystąpi w jakimś pieprzonym Big Brotherze? Na szczęście Pan Rafał już zdementował te plotki.

Bzdura numer trzy: nazwa artykułu, czyli Big Brother dla wykształciuchów.

Wykształciuch, a także wykształceniec – pejoratywne, ironiczne określenia osób posiadających formalnie wyższe wykształcenie, ale postrzeganych jako niespełniające wymogów koniecznych do osiągnięcia statusu inteligenta. Czyli idiota z dyplomem. Ja bym wytoczyła im proces, gdyby mnie tak nazwali.

*Piotr Pietucha, mąż Gretkowskiej i ojciec jej córki Poli, pisarz, psychiatra


14

Od kiedy zdałam sobie sprawę z własnej urody, obchodzą mnie tylko szmaty od Zary i własna dupa.

A przecież nie byłam taka. W wieku szesnastu lat jednym z moich priorytetów było poszerzanie rozwoju intelektualnego. W lato leżałam na tarasie i myślałam o wszechświecie. Połykałam artykuły o religiach wschodu, polityce socjalnej Francji i gospodarce Chin. Potrafiłam godzinami rozprawiać o różnicach w pojmowaniu jaźni przez buddyzm i chrześcijaństwo(czemu w buddyzmie ego znika? bo, będąc zbyt małym, żeby pomieścić Absolut, jest przez niego rozsadzane).

Czy mój intelekt spakował walizki i wyszedł? A może po prostu uciekł przez okno?

Przecież ja chciałam czegoś więcej niż szafy pełnej kolorowych szmat. Chciałam ekstazy, zjednoczenia z kosmosem, spokoju własnego serca. Dałam się wciągnąć w to szaleństwo konsumpcyjnej żądzy, w ten pozbawiony sensu wyścig w pieprzonym labiryncie popędów.

Sprzedałam własną duszę. Za co?


3

Studiując na wygrywającym we wszystkich rankingach uniwersytecie można zauważyć zjawisko, które ja osobiście nazywam przeintelektualizowaniem. W barze siedzą ci tacy nad bigosem albo schabowym z ziemniakami i pieprzą. O Banku Światowym, problemie dziecięcej prostytucji w Tajlandii, starożytnej filozofii. Gdyby nie jedli, pewnie trzymaliby prawe ręce pod stołem i, podnieceni własnym intelektem, trzepaliby z lubością konia.

To takie nienaturalne. Czy oni naprawdę mają ochotę rozprawiać o platonizmie nad talerzem pomidorowej? Nie mogą porozmawiać o dupach, kto odpadł z Tańca z gwiazdami i co się wydarzyło w ostatnim odcinku Desperate Housewives? Kogo kurwa obchodzi Arystoteles? Moja rodzina zawsze miała jeden temat do obgadania przy obiedzie: jestem chujowa, niczego nie osiągnę, gdzie idziesz, o, obraziła się. I nie ma chuja we wsi.