12
Po dwóch dniach spędzonych na krojeniu, ścieraniu na miazgę, obieraniu, rozsmarowywaniu polew na serniki, myciu stołów i pakowaniu prezentów stwierdzam: nie nadaję się na żonę. Za cholerę nie. Wynajmę Juanitę z Meksyku, żeby robiła wszystko za mnie.
10
Postanowiłam nakręcić film. Obmyśliłam już wszystko.
Bohaterem będzie oczywiście lewicujący gej, arabskiego pochodzenia. Jego najlepszymi przyjaciółmi będą:
- uwolniona od męskiego ucisku stara panna(gruba, ale szczęśliwa), segregująca odpady
- wesoły socjalista. Biedny, bo przecież pieniądze śmierdzą, a wszyscy kapitaliści to krwiopijcy. Czarny, ateista, nienawidzący ludzi wierzących, bo to fanatycy i odgryzają małym dzieciom głowy. Religia to opium dla mas, będzie mawiał.
Do ich wesołej kompanii będą należeć jeszcze: lesbijka, samotna matka i inwalida bez nogi.
Akcja będzie się dziać gdzieś na stepach Afryki. W fabułę wplotę aborcję i marsz w imię wolnej Palestyny. Bohaterowie będą rozprawiać o globalnym ociepleniu, dziurze ozonowej i podnoszeniu się poziomu oceanów. Koniec będzie tak bezsensowny, że wszyscy zachwycą się nowatorstwem pomysłu i artyzmem sceny. Krytycy będą zabijać tasakami tych, którzy odważą się pisnąć słówko negujące mój geniusz.
Mój hiperultramegakosmicznie poprawny politycznie film szturmem zdobędzie wszystkie festiwale, aż w końcu przyznają mi Oscara. Na ceremonię przyjdę we własnoręcznie uszytym ponczo i sukience z firanki. Ach, jaka oryginalna, powiedzą. Odrzuciła patriarchalne wyobrażenie kobiety, każące jej być ładną i golić nogi. Za nagrodę podziękuję mamie, która urodziła mnie metodą in vitro(nie potrzebowała mężczyzny do szczęścia). Następnego dnia będe oskarżać Oscary o rasizm i szowinizm. Przejdę do historii kina, a moje zdjęcie będzie wisieć w domu każdego słusznego, jeżdzącego rowerem zamiast samochodem, obywatela.